niedziela, 23 lipca 2017

Historia mojego uzdrowienia

Moje zdjęcie na Malcie

Do Jonette Crowley (autorki książki Soul Body Fusion i mojej ukochanej nauczycielki) napisałam, gdy byłam w zupełnej desperacji. To był maj 2017. Moje problemy z bezsennością i napady lęku wzmocniły się tak bardzo, że nie mogłam w ogóle spać. Możecie sobie wyobrazić, jak się czułam po trzech bezsennych nocach z rzędu ... beznadziejnie chora. Zawsze miałam trudności ze zasypianiem, nawet jako małe dziecko. Byłam bardzo wrażliwa, a kiedy czułam strach, zakłócało to mój sen. Ale nigdy nie było aż tak ciężko.

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2016 roku, gdy prowadziłam warsztat Soul Body Fusion na Malcie. Podczas jednej z medytacji, którą zrobiliśmy na klifach, moja ukochana przyjaciółka powiedziała mi, że chce opuścić swoje ciało i wejść do energetycznego portalu, który bardzo mocno poczuła w miejscu, gdzie medytowaliśmy. Powiedziała, że widziała punkt wyjścia dla siebie (exit point) i rozważała czy by się tam nie wybrać. Wystraszyłam się, że może będzie chciała skoczyć z klifu, więc porozmawiałam z nią i zabrałem ją z tego miejsca. Myślałam, że niebezpieczeństwo minęło. Myliłam się. Tego samego wieczoru moja przyjaciółka zjadła orzechy, na które była bardzo uczulona. Zaczęła puchnąć i się dusić. Było godzina dwudziesta trzecia w nocy, byliśmy na małej wyspie Gozo, nie miałam kontaktu z lekarzem, a najbliższy szpital był na Malcie.

Zabrałam ją natychmiast do sali warsztatowej i usiadłyśmy przy ołtarzu. Pomyślałam, że może energia w pobliżu ołtarza będzie wyższa i pomoże nam ją wyleczyć. Poprosiłam jedną uczestniczkę warsztatu, aby mi pomogła. Zaczęłyśmy robić Soul Body Fusion. Byłam zaskoczona, jak bardzo byłam przytomna. Wiedziałam dokładnie, co mam robić. Zaczęłam wymawiać słowa, których nawet nie pamiętam. W pewnym momencie zrobiło się naprawdę poważnie, ponieważ zobaczyłam, że dusza mojej przyjaciółki opuszcza jej ciało ... Nie przestałam robić fuzji. Wiedziałam, że musi być coś, co pomoże jej wrócić. Nagle, na zasadzie wglądu, przypomniałam sobie imię jej ukochanego partnera. Powiedziałam jej, że on ją bardzo potrzebuje, że jeszcze nie dokończyła swojej misji tutaj na Ziemi. Na to ona odparła: "OK, decyduję się zostać". Wtedy zobaczyłam, że jej dusza zaczęła wracać. Wszystkie symptomy alergii powoli zaczęły znikać ... i po jakimś czasie zasnęła. Na drugi dzień, czuła się trochę słaba, ale zagrożenie minęło.

Kiedy wróciłam do Polski bardzo się rozchorowałam. Gdy myślałam o tym, co się stało na Malcie, czułam strach. Co jeśli bym ją straciła? Co jeśli naprawdę skoczyłaby z klifu? Na moim warsztacie! Może nie powinnam prowadzić tych warsztatów? To zbyt niebezpieczne pracować z tymi wszystkimi energiami ... I z powodu tych wszystkich strasznych myśli nie mogłam spać. Przyszły do mnie wszystkie moje obawy. Lęk przed śmiercią, lęk przed życiem, lęk przed moją mocą (czy ja pomogłam jej się uzdrowić? Czy to tylko zbieg okoliczności?), lęk przed tym, co możemy zrobić, gdy jesteśmy w pełni połączeni ze Źródłem, lęk przed energiami. .. itd. Moja bezsenność zaczęła mnie tak bardzo martwić, że starałam się leczyć różnymi metodami.

Próbowałam wszystkiego, co znałam: bioenergoterapii, psychoterapii, totalnej biologii, różnego rodzaju masaży, sesji MA-URI, SCIO opartego na fizyce kwantowej, medycyny energetycznej i informacyjnej, różnego rodzaju ziół, ajurwedy, suplementów diety, ustawień systemowych wg Berta Hellingera , homeopatii i oczywiście Soul Body Fusion. Wydałam na to dużo pieniędzy, wszystko pomagało na chwilę, ale potem lęki wracały, a z nimi bezsenność. Wybaczałam rodzicom i starałam się wybaczyć sobie.  Ćwiczyłam jogę i medytację, śpiewałam mantry. Na koniec wziąłem leki nasenne, które okazały się bardzo uzależniające. Naprawdę czułam, że sięgnęłam dna.

W końcu udałam się do poradni leczenia bezsenności w Warszawie, ponieważ bardzo cierpiałam. Psychiatra postawił diagnozę - depresja z zaburzeniami lękowymi. Przepisał mi leki przeciwdepresyjne. Po tej konsultacji się rozpłakałam. Ja, psycholog, nauczyciel Soul Body Fusion, psychodietetyk nie mogę sobie pomóc! Krytykowałam się za to, co sprawiło, że było jeszcze gorzej ... czułam nie tylko strach, ale także gniew na siebie. Byłem zła na moje ciało, że nie może spać, że jest tak wrażliwe, że wyłapuje wszystkie dźwięki i energie wokół mnie. Mój umysł oszalał. Próbował zrozumieć co się dzieje, ale nie był w stanie. Tworzył coraz więcej myśli, które były bezużyteczne. Analizował, próbował znaleźć rozwiązanie - ale tylko generował więcej lęku. Nie wiedziałam wtedy, że to, co mi się przydarzyło, wykraczało poza umysł. Postanowiłam nie przyjmować leków przeciwdepresyjnych. Zadzwoniłam do Jonette.

Podczas sesji skypowej z Jonette przeniosłyśmy się do przed-werbalnego, przed-umysłowego stanu świadomości, gdzie nie było myśli. To był stan świadomości małego niemowlęcia lub stan przed urodzeniem. Na początku było dla mnie dość trudne, ponieważ mój umysł był bardzo aktywny. Jonette powiedziała, żebym połączyła się z jej polem. Zrobiłam to i wreszcie udało mi się osiągnąć stan, gdzie nie było żadnych słów, ani myśli. Czułam się zrelaksowana i bezpieczna. Doświadczałam czystej miłości, esencji tego, kim naprawdę jestem. Zdałam sobie sprawę, że to mój umysł stworzył całe to cierpienie. Głęboko we mnie, w moim sercu, czułam, że wszystko było idealne takie, jakie było. Nie miałam nic do naprawienia, nie byłam chora. Jedynym lekiem na moją bezsenność i lęk była MIŁOŚĆ. Pokochać moją wrażliwość, pokochać moje ciało w pełni, pokochać moją pracę i kontynuować moją misję na Ziemi. Jonette powiedział mi, że w dzisiejszych czasach do naszego ciała schodzi dużo Światła i możemy czuć przez to różnego rodzaju turbulencje. Tak, tego dnia na Malcie dużo Światła zeszło do mojego ciała. Czułam się inaczej i to mnie przeraziło. Ale nie było się czego obawiać ... To było tylko Światło mojej duszy. I moje ciało potrzebowało trochę czasu, aby dostroić się do nowej częstotliwości. Gdybym mu na to pozwoliła, proces ten byłby bardziej delikatny i łagodny.

Po tej sesji zajęło mi trochę czasu, aby zrozumieć lub raczej poczuć, co się tak naprawdę stało. Spałam o wiele lepiej, ale nadal brałam zioła i homeopatię na sen. Niepokój znacznie się zmniejszył. Potem przeczytałam książkę Anity Moorjani "Umrzeć, by stać się sobą", gdzie opisała swoje przeżycie śmierci klinicznej (NDE - near death experience). Zdałem sobie sprawę, że doświadczam bardzo podobnego stanu do NDE, przechodząc do tego przed-werbalnego, przed-umysłowego stanu świadomości podczas sesji z Jonette. W tym stanie nie było myśli, tylko czysta MIŁOŚĆ. Przypomniałam sobie, że już tam byłam podczas mojej mistycznej podróży, którą miałam w wieku 20 lat, kiedy byłam na rekolekcjach w ciszy we wspólnocie w Taize we Francji. Podczas jednej z modlitw, wzniosłam się do wyższego stanu świadomości, gdzie czułam jedność ze wszystkimi ludźmi na planecie, z całą naturą, a nawet z Bogiem. Czułam czystą, bezwarunkową miłość do siebie, do innych, do wszystkiego. Spotkałem Boga twarzą w twarz w energicznym ciele Jezusa i usłyszałam słowa "Podążaj ścieżką Miłości". To, co było ważne dla mnie i co Anita Moorjani opisuje w swoim NDE, spotkanie się z tym czystym Światłem, które uważałam za Boga było bardziej realne, niż cokolwiek, co doświadczyłam na Ziemi. Czułam tę Miłość w każdej komórce mojego ciała. Rozszerzałam się coraz bardziej i bardziej. Byłam jednocześnie w moim ciele i poza nim. Nie było lęku, tylko miłość. Gdy teraz ponownie udałam się do tego stanu, wiedziałam już, że byłam uzdrowiona. Ta wiedza płynęła z mojego serca, nie z mojego umysłu.

Obecnie śpię dużo. Nadal zajmuje mi trochę czasu, aby zasnąć, ale traktuję się  łagodniej i jestem bardziej cierpliwa. Kocham moje ciało, które moja dusza wybrała na to wcielenie. Lubię moją wrażliwość. Zwolniłam tempo, bardziej cieszę się życiem. Zaczęłam praktykować tantrę, która naucza o świętej seksualności i o tym, że wszyscy jesteśmy bogami i boginiami (Shivas i Shaktis). Lubię dotyk, przytulanie z przyjaciółmi, słuchanie muzyki, patrzenie na zachody słońca, zapach kwiatów, podróżowanie do pięknych miejsc i dzielenie się z innymi tym, co przeżyłam. Ufam, że życie przynosi mi wszystko, czego potrzebuję, aby realizować moją misję tutaj na Ziemi.

Jestem głęboko przekonana że każdy z nas jest zdolny do uzdrowienia samego siebie. Wszystkie terapie lub metody leczenia są dobre, ale jeśli nie mamy tego podstawowego składnika, który jest MIŁOŚĆ DO NAS SAMYCH, nic nas nie uleczy. Jeśli doświadczamy jakiejś choroby lub wypadku to jest to przesłanie naszej duszy do nas. I musimy znaleźć odpowiedź w nas samych. Jeśli szukamy jej na zewnątrz, to możemy szukać przez wiele lat. Wszystko, co nam się wydarza nie jest ani dobre, ani złe, to tylko jedna i ta sama energia przejawiająca się w różnych formach. Jeśli jesteśmy podłączeni do Źródła i wybieramy miłość zamiast strachu, szybko się uzdrawiamy. Anita Moorjani w swojej książce napisała, że miała raka, ponieważ doświadczała w swoim życiu dużo lęku i nie kochała siebie. Z tego powodu nie mogła w pełni być sobą. Jej dusza płakała, że nie może zamanifestować swojego piękna przez jej ciało. Ze mną było tak samo. Kiedy pokochałam swoje ciało w pełni, a moją wrażliwość zobaczyłam jako piękny dar, mogłam w pełni być sobą. I wyleczyłam się z bezsenności.

Dziękuję Bogu za ukochanych przyjaciół, którzy stanęli na mojej drodze i pomogli mi odzyskać zdrowie: Jonette, Ewie, Paulo, Adze, Magdzie, Ani, Kasi, Annie Sandrze, Iftachowi, Shacharowi, Davidowi i moim wspaniałym rodzicom Krysi i Markowi. Bez Was wszystkich moje uzdrowienie nie byłoby takie szybkie.

Z Miłością 💓
Soul Body Fusion!
Kasia

2 komentarze:

  1. Rozumiem Cię Kochana Kasiu ❤ Cieszę się i gratuluję odkrycia samej siebie ☺ Super, że podzieliłaś się swoją historią ❤

    OdpowiedzUsuń