poniedziałek, 29 grudnia 2014

CUD SOUL BODY FUSION W GLIWICACH


Chciałbym podzielić się z Wami niesamowitą historią, która miała miejsce pod koniec listopada na moim warsztacie SBF w Gliwicach. Anita była organizatorem tego wydarzenia. Umówiłyśmy się, że ma mnie odebrać z dworca w przeddzień warsztatu. Gdy wraz ze swoim partnerem przechodzili przez przejście dla pieszych została potrącona przez busa. Zrobiła salto w powietrzu, głową uderzyła o chodnik i straciła przytomność na około 10 minut. Kiedy przyszłam na miejsce zdarzenia zobaczyłam jak karetka odwozi ją na sygnale do szpitala. Wszystko wydarzyło się tak nagle... Jedyna myśl, która wtedy przyszła mi do głowy to było: Niech jej dusza w pełni połączy się z jej ciałem, niech wszystko się wydarzy dla Najwyższego Dobra...
Wraz z jej partnerem pojechaliśmy za karetką, aby zobaczyć, co się stało i czy ona żyje! W międzyczasie powiadomiłam wszystkich znajomych, którzy pracują metodą SBF, aby "wysyłali" Anicie fuzje na odległość. Kiedy przyjechaliśmy do szpitala Anita odzyskała przytomność, ale miała problemy z pamięcią. Nie wiedziała, co się stało, dlaczego była w szpitalu itp. Delikatnie złapałam ją za nogi i zrobiłam jej fuzję. Powolutku odzyskiwała pamięć i wracała do rzeczywistości. Lekarze zrobili tomograf jej mózgu i szczęśliwie wszystko było w porządku. Musiała zostać w szpitalu przez 3 dni na obserwacji. Pojechaliśmy więc do domu, zmęczeni i zestresowani całą sytuacją. Była godzina 23 wieczorem.
Następnego dnia prowadziłam szkolenia SBF. Na warsztacie było 9 wspaniałych kobiet. Kiedy dowiedziały się o wypadku, natychmiast chciały pomóc. Zajęcia rozpoczęłyśmy od zrobienia grupowej fuzji dla Anity. Wiele z nas poczuło bardzo silne wibracje uzdrowienia, ciepło, mrowienie i wewnętrzny spokój. Niektóre z uczestniczek nigdy wcześniej nie robiły SBF i była to ich pierwsza fuzja w życiu! Następnie kontynuowałam warsztat wg programu: zrobiliśmy medytację z Ashtatarą, prezentację SBF, wykład o tym, czym jest SBF i jak można stosować tą metodę itp.
W trakcie całego warsztatu miałam silne poczucie, że to nie ja prowadzę to szkolenie. To było Energia sama w sobie, która przepływała przeze mnie i formułowała słowa. Czułam się prowadzona jak nigdy dotąd. Szło bardzo sprawnie, nie było żadnych "trudności" lub "przeszkód". Wszystko było całkowicie doskonałe, a uczestnicy bardzo zaangażowani, życzliwi i otwarci. Co chwilę myślałam o Anicie i przesyłałam jej Miłość.
I nagle, podczas przerwy obiadowej Anita weszła do sali! Byłyśmy w szoku, bo myślałyśmy, że będzie w szpitalu do poniedziałku na obserwacji. Powiedziała, że czuje się dobrze, a lekarze orzekli, że wszystko jest w porządku. Wypisała się na własne żądanie. Nie mogła sobie darować, żeby nie być na tym warsztacie. Już od miesiąca na niego bardzo czekała... 
W drugiej części warsztatu zrobiłam Anicie fuzję na środku sali, a cała grupa stworzyła wokół nas krąg, trzymając pole. Czuliśmy silne energie i światło, które roztaczało się wokół nas. Przypomniało mi się scena z filmu Avatar, gdy całe plemię siedział razem nad ratowaniem jednej Avatarki. Czuliśmy wszyscy zjednoczeni i częścią jednej Świętej Sieci (Holy Net). Gdy się zapytałam Anity co czuje, powiedziała, że ma poczucie bycia w pełni zaopiekowaną i otoczoną Miłością. Wszystko jest dobrze... Wszystko jest dla dobra...
To był jeden z najbardziej niesamowitych warsztatów, w których brałam udział w. Napisałam "brałam udział", a nie "prowadziłam", ponieważ czułam, że Coś większego ode mnie, prowadziło naszą grupę przez to doświadczenie. Dziękuję mojej duszy, że skierowała mnie do Gliwic, dziękuję Anicie za jej ogromną odwagę i determinację, która dała jej siłę, aby przejść przez to trudne doświadczenie, dziękuję wszystkim uczestnikom, że dzielnie robili fuzje i trzymali pole, na koniec dziękuję wszystkim moim przyjaciołom, którzy zrobili SBF zdalnie i wspierali nas.

Kasia Gwiazdowska
k.gwiazdowska@gmail.com

czwartek, 19 czerwca 2014

Kurs nauczycielski metody Soul Body Fusion®



Pisanie jest dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Zawsze byłam lepsza z matematyki, aniżeli z polskiego. W szkole podziwiałam wszystkich, którzy pisali wiersze do szuflady. Ja natomiast gdy miałam napisać jakiekolwiek wypracowanie to rodziłam je w bólach. Tak więc powołanie do życia bloga, w którym będę opisywać moim koślawym piórem tak subtelne sprawy jak doświadczenia Soul Body Fusion® uważam za nie lada wyczyn. Jednocześnie, proszę o wyrozumiałość jeśli zdania nie zawsze będą okrągłe, a słowa zbyt kształtne  ... :-).

Z zawodu jestem psychologiem i trenerem biznesu. Nie widzę aury, duchów, energii i raczej mam dystans do tego wszystkiego, co ezoteryczne. Tak więc kiedy dowiedziałam się, że do Instytutu Ewy Foley przyjeżdża amerykańska trenerka, która "channeluje" duchowych przewodników, pomyślałam - ale dziwna osoba! Z czystej ciekawości poszłam na jej warsztat, aby zobaczyć kto to taki. Spodziewałam  się ekscentrycznej kobiety z fioletowymi włosami, noszącej amulety i długą spódnicę. Zobaczyłam zaś drobną szatynkę, ubraną całkiem normalnie, która była bardzo konkretna i rzeczowa. Nie wszystko rozumiałam z jej wykładu. Większość z "tych" duchowych spraw była dla mnie nowa i zbyt skomplikowana, aby je pojąć moim małym umysłem. To zaś, co pamiętam  z tego spotkania, to niesamowite uczucie wewnętrznego spokoju i radości, które mnie przepełniało jeszcze na długo po tym warsztacie. I właśnie to spowodowało, że wróciłam na zajęcia Jonette jeszcze raz i jeszcze raz. A po ośmiu latach, zdecydowałam się zostać nauczycielem przepięknej metody Soul Body Fusion® i uczyć jej innych.

Kurs nauczycielski Soul Body Fusion® prowadzony przez Jonette Crowley w Kopenhadze w dniach 8 - 13 czerwca 2014r. był niesamowitym doświadczeniem. To była uczta nie tylko dla umysłu, ale przede wszystkim dla ducha:-). Jonette poprowadziła to szkolenie w sposób mistrzowski. Jako że była przez 20 lat trenerem w biznesie, wszystko podczas szkolenia było dopięte na ostatni guzik - materiały, prowadzenie grupy, zarządzanie czasem. Dodatkowo na jej zajęciach było to "coś". Kiedy opowiadała historie, prowadziła medytacje, czy dzieliła się swoim doświadczeniem, emanowała takim entuzjazmem, że mogłam jej słuchać i słuchać. Śmiałam się, wzruszałam, byłam całkowicie obecna. Tak jakby się świat zatrzymał i istniał tylko ten moment. I chyba o to chodzi w każdym głębszym duchowym doświadczeniu - jesteśmy w nim całym sobą, umysł cichnie, nieznośne myśli przestają wirować. Zostaje tylko jedno doświadczenie ... JESTEM, SŁUCHAM, PATRZĘ... Dziękuję Jonette za to piękne doświadczenie, BYCIA razem, dla siebie i dla każdej z nas na tym szkoleniu. Wracam do domu jeszcze bardziej zsynchronizowana ze swoją duszą,  pogodzona ze sobą i ... radosna!

I jeszcze jedno, dzisiaj kiedy zaczynam pisać ten blog jest Boże Ciało. Jako mała dziewczynka bardzo lubiłam to święto. Pamiętam, że miało dla mnie w sobie coś magicznego - ludzkość i boskość stawały się jednym. Teraz dzięki temu, że moje ciało i duszą są bardziej zsynchronizowane mogę tego doświadczać na co dzień. A najpiękniejsze jest to, że każdy z nas może!